80 rocznica tragedii Górnośląskiej (1945) (część 2)

Druga osoba nie wymieniona w opracowaniu IPN to Alojzy Skerhut (Schebesta), (1904 - 1986) gospodarz z Welkej Strany. Jego żoną była Marta Kroker (1915-1971) z Suchej Psiny. Ślub wzięli w 1936 roku.

Już jego ojciec Robert Skerhut (1866-1925) prowadził dobrze prosperujące gospodarstwo. Mieli pierwszy traktor we wsi. Tym traktorem (firmy Deutz) Alojz codziennie woził w konwiach mleko od pietrowickich gospodarzy do mleczarni w Kietrzu. Konwie były zabierane codziennie rano z dwóch podestów: jeden znajdował się koło Kitla na Końcuwsi a drugi za starą remizą strażacką na ul. Szkolnej.

Robert i Franciszka mieli dziewięcioro dzieci. Jeden syn i jedna córka nie doczekali pierwszego roku życia. Wszyscy synowie: Franz ur.1895r., Johann ur.1899r., Alojz ur.1904r., Wilhelm ur.1908r., co było rzadkością na wsi śląskiej, zostali posłani do szkół ponadpodstawowych.

Franz przed wojną wyjechał do Berlina, tam poznał przyszłą żonę, był profesorem na wyższej uczelni. Johann został nauczycielem w Grzegorzowicach. Alojz ukończył prawdopodobnie gimnazjum w Głubczycach. Po wczesnej śmierci ojca został jednak na gospodarstwie.

Pod koniec stycznia 1945 roku jego żona Marta z córkami Alicją i Waltraudą, podstawionym specjalnym pociągiem, ewakuowali się na zachód Niemiec (jak i większość mieszkańców). Na gospodarstwie został Alojz, jego siostra Maria Skerhut, a pomagał im sąsiad, młodzieniec Paweł Sobola.

Pod koniec marca Alojz wywoził na przyczepie swoim traktorem pozostałą jeszcze ludność cywilną na pociąg do Opawy.

W Wielki Piątek w godzinach rannych 1945 roku Pietrowice zostały zdobyte przez Rosjan. Rozpoczęły się ich rządy. Alojza Rosjanie wzięli z łąki na Podraczaniu, po donosie „życzliwej” osoby, że przed frontem zawoził swoim traktorem ludzi na pociąg do Opawy.

Alojz trafił do Murmańska, gdzie pracował przy obróbce ryb na morzu i na lądzie. Było tam ciągle zimno i ciemno (strefa podbiegunowa). Warunki żywieniowe były takie, że zęby mu same wyleciały. Z petrowskich w Murmańsku byli jeszcze: Józef Mende, Jerzy Wieder, Alojz Pientka, Wilhelm Burda.

Wrócił z Rosji po dwóch latach, gdy tam poważnie zachorował. Przeżył drogę powrotną i pojechał prosto do Rösradt koło Köln, gdzie przebywała jego żona z córkami. Tam zrobił drugie prawo jazdy i jeździł ciężarówką.

Jednak jego żona Marta bardzo nalegała by powrócić do domu do Pietrowic. Tak się stało w 1948 roku. Powrócili razem z innym zesłańcem Józefem Mende.

Zachował się dokument Alojza z obozu w języku rosyjskim.

W Pietrowicach czekała ich niemiła niespodzianka - na ich gospodarstwo w 1945 roku został przydzielony polski osadnik - rodzina Mikołajczyk. Nowa rodzina mieszkała na parterze domu, a w giblu mieszkali: siostra Maria, Paweł Sobola i od 1948 roku rodzina Alojza Skerhut.

Z humorem wspomina się historię z zegarem, który został na parterze. Jako, że siostra Maria pracowała w pietrowickiej roszarni, to rano schodziła na parter wołając:

„Wela je hodzin, bo jo musim iść do roboty do flaksowni”.

To ciągłe wołanie stawało się uciążliwe i zegar został zwrócony rodzinie.

W 1952 roku rodzina Skerhut złożyła papiery na wyjazd stały do Niemiec. Zostało to jednak odrzucone, a do Gródczanek przeprowadziła się rodzina Mikołajczyk, z którą rodzina Skerhut utrzymuje dobre kontakty do dziś.

Alojz do końca życia lubił czytać książki. Jego wnuk miał w szkole przeczytać lekturę „Krzyżacy” Henryka Sienkiewicza. Jakoś nie miał ochoty i książkę w języku niemieckim przeczytał za niego dziadek. Potem opowiedział ją wnukowi, który za tę lekturę w szkole otrzymał czwórkę.

Starszemu pokoleniu Alojz znany jest jako długoletni uczestnik procesji konnej.

Najstarszy przedstawiciel rodu znaleziony w metrykach to Vitus Skerhut (1713-1772). Auch genannt Vitus Schebesta(też znany jako Vitus Schebesta).

Bruno Stojer